Maj
25
01:58
Imieniny:
Eweliny, Jana, Pawła
Exact matches only
Search in title
Search in content
Search in comments
Search in excerpt
Search in posts
Search in pages
Search in groups
Search in users
Search in forums
Filter by Categories
Aktualności
Nawożenie
Ochrona
Okopowe
Oleiste
Prawo
Relacje
Rynek
Technika
Zboża

Partner portalu

Oleiste

Pszenica po rzepaku

Dodane 20 lutego 2017 o 08:10   Autor: Mgr inż. Stanisław Świtek, Uniwersytet Przyrodniczy, Poznań
rzepak, wschody, jesień

W kolejnej wizycie reporterskiej odwiedziliśmy Arkadiusza i Weronikę Foedke, którzy wraz z rodzicami prowadzą 90-hektarowe gospodarstwo w Łaszczowcu w pow. obornickim.

Całość plonu uzyskiwanego w gospodarstwie z produkcji polowej jest przeznaczana na sprzedaż. Największą powierzchnię zajmują uprawy pszenicy ozimej oraz rzepaku ozimego. W płodozmianie pszenica przypada najczęściej po rzepaku ozimym, ale zdarzają się lata, że po burakach cukrowych. Rzepak jest rośliną, po której stanowisko bardzo dobrze nadaje się do uprawy zbóż ozimych. Rolnik stara się wykonywać siewy w terminach optymalnych, uwzględniając przy tym warunki pogodowe. Jesienią, pomimo początkowej suszy, a potem przeciągających się opadów, dopiero w październiku udało się obsiać całość zaplanowanej powierzchni. – Na wiosenne zasiewy pozostało w całym gospodarstwie 9 ha przeznaczone pod buraki cukrowe, 6,5 ha pod pszenicę jarą i 2,7 ha pod peluszkę – mówi Arkadiusz Foedke.
W gospodarstwie z roślin uprawnych ubezpieczany na sezon zimowo-wiosenny jest tylko rzepak ozimy w pakiecie przymrozki i gradobicia. Kilka lat temu dosłownie dzień przed zbiorem rzepak został całkowicie obity przez grad, dlatego wysokie ryzyko utraty plonu uzasadnia celowość ubezpieczenia tej uprawy.

Więcej o rzepaku można przeczytać w najnowszym numerze Agrotechniki  2/2017

Ostatnio dodane:

Komentarze

REKLAMA

Maj, 2017

Pn

Wt

Śr

Cz

Pt

So

Nd

1

2

3

4

5

6

7

8

9

10

11

12

13

14

15

16

17

18

19

20

21

22

23

24

25

26

27

28

29

30

31

Brak wydarzeń w wybranym dniu

loading...